Błoto, hulanki i pomarańcze. Kościey z kolegami kawałek po kawałku

Rap nie jest po to, żeby wszystko mówić wprost. To znaczy dla kogoś może być, ale po co te treści w takim razie rymować, kłaść na bębny? I po co ktoś miałby wracać do utworów bez potrzeby odcyfrowania metafory, wyłapania skojarzenia, zdekodowania ironii, utożsamienia się pod wpływem chwili? Kościey ma tę świadomość. To ten raper, opowiadacz i przeżywacz, który wpuszcza do swojego barwnego życia, niemniej zawsze czegoś nie dopowie, gdzieś zasłoni się poczuciem humoru albo narracyjnym zawijasem.

Na „Koledzy Andrzeja Mixtape” wrocławski twórca niczego nie ułatwia. Jest od kosmicznego trapu do klasycznego rapu, od śpiewania do gadania, w dodatku z paczką outsiderów, których nikt inny nie mógłby na jednej płycie zgromadzić. Zwykle piszę o nim, że gorzki, że nostalgiczny, że tragikomiczny. Ale tu wolę, żeby wypowiedział się sam, dał kontekst i więcej informacji. Kawałek po kawałku.

1. BĘDZIE GIT feat. Witek prod. pMx

KOŚCIEY: To najszybciej napisana i nagrana piosenka w moim życiu. Pamiętam, że siedziałem w studiu, kiedy Mariusz (pMx) podesłał mi tę pętlę i odsłuchałem ją na pełnej głośności. Stopa i werbel to jedno, ale najwięcej roboty robią tutaj sample, które tworzą tło. To od niego dostałem wtedy gęsiej skóry.

Akurat tego dnia chodziłem mocno podminowany. Czasy są, jakie są, i największym niewidzialnym wrogiem każdego z nas jest cyfrowe przebodźcowanie. Kiedyś każdy miał pięć minut – dzisiaj ma pięć sekund. Scroll za scrollem, informacja za informacją. Pada tam słowo klucz – „overthinking” – i o tym właśnie jest ten kawałek. Kiedy dostajesz z sieci setki informacji dziennie i dodatkowo dołożysz do tego problemy życia namacalnego, głowa zaczyna pracować jak silnik na granicy wytrzymałości. Jest źle, ale będzie dobrze. Albo będzie nic?

Po dwóch pierwszych odsłuchach pomyślałem sobie: „wow”, ależ mocno hiphopowy utwór-manifest. Potrzebowałem do tego kogoś, kto rzuci jeszcze trochę błota i emocji. Cieszę się bardzo, że Witek zgodził się dograć, bo facet ma niesamowitą charyzmę i mocny głos, który uzupełnił całość.

2. POLA RAKSA feat. Jerzyk Krzyżyk

KOŚCIEY: To nie jest łatwa piosenka w odbiorze. Nie było też łatwo w trakcie jej tworzenia. Wcześniej nie nagrywałem na takich bitach, mogło wyjść z tego wszystko albo nic. Jerzyk Krzyżyk natomiast to chłopak, który wyskoczył mi na YouTube prawie pięć lat temu i chyba byłem jednym z jego pierwszych fanów. Nadal nim jestem. Pamiętam, że refren utworu „Maryla” nuciłem pod nosem tygodniami. Ten cholernie bystry chłopak ma kompletnie odjechane wizje i wykręcone podejście do muzyki. To artysta w pełnym rozumieniu tego słowa, który, według mnie, namiesza na tej scenie. A czy to będzie off, czy główny nurt, to już czas pokaże.

Gdyby myślenie za dużo było dyscypliną olimpijską, Kościey miałby szansę na medal (fot. Hanka Górska).

Numer „Pola Raksa” pisałem do afrotrapowego eksperymentu KR1Sa, w którego tle grały ludowe skrzypce. Inspirowałem się twórczością Jerzyka, ale również książką „Skoruń” Macieja Płazy. „Pola Raksa” to obraz, a właściwie baśń czy fantazja wpisana w tło blokowisk, które ogląda się przy wczesnym porannym słońcu, kiedy wracasz z hulanki. Gnasz co sił do swojej ukochanej, ale niestety po drodze wszystko może się zdarzyć i nie wszystko jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać, że jest.

3. DETOX

KOŚCIEY: Tekst do tego utworu powstał w trakcie tworzenia albumu „Miłość gorszego sortu”, który trafił do szuflady ze względu na różne okoliczności. A szkoda. Napisałem go dawno temu, kiedy nie do końca panowałem nad tym, co się dzieje dookoła mnie. To piosenka w stylu: „OK, dość, ogarnij się chłopie, bo ci się miesza trochę pod sufitem”. Oryginalna wersja była wyprodukowana przez pMx’a oraz Udara. Nową odświeżoną wersję przygotował KR1S razem z Vincento, który gra tutaj na gitarze.

„Detox” to utwór, w którym podmiot liryczny (he he) budzi się (a może się jeszcze nie obudził?) w miejscu, którego nie zna, obok osoby, której nie zna (a może zna?). Pod wpływem typowego postimprezowego kaca i moralniaka dopada go masa krytyczna myśli, pomysłów i wizji, w których szczęście przeplata się z nieszczęściem i gdzie nic do końca nie trzyma się kupy. Jak tak dzisiaj tego słucham, to ten numer świetnie wchodzi po piosence „Pola Raksa”.

4. BYŁEM MARTWY feat. Mada

KOŚCIEY: Zacznę od tego, iż szanuję Madę za to, że jest konsekwentny na swojej drodze artystycznej i nie przestaje robić tego, co robi. Jesteś, Adaś, dla mnie wzorem, który nie przejmuje się niczym i po prostu ciśnie. Nie wiem dlaczego, ale zawsze odbierałem muzykę jego, Kuby Knapa, oraz wszystkiego dookoła, co się dzieje/działo pod szyldem WCK, jako coś, co równie dobrze można by podpisać jako „wrocławskie”.

„Byłem martwy” to klasyczny utwór w stylu „co było, a nie jest”. Wers klucz w tym numerze – „Przestań, przecież wciąż rządzimy” – rządzimy nadal, ale trochę w inny sposób niż dawniej. Bez przewracania się o krawężniki i z konsekwentnym parciem do konkretnego celu. Świetny bit Rotisa, superzwrotka Adama, dobry (mam nadzieję) refren w moim wykonaniu.

5. ROBIĘ RAP feat. Jot

KOŚCIEY: Rap to moja forma ekspresji, która pozwala mi przekazywać to, co dzieje się w mojej głowie, a czasami dzieje się tam bardzo dużo. Dawał mi ludzi, ale ludzi mi też zabierał. Na szczęście prawie 20 lat temu postawił na mojej drodze Jerzego „Jota” Kroplewskiego, obok Łoza i Roszji najważniejszego człowieka w moim rapowym życiu. Choć czasami mamy odmienne zdanie na pewne kwestie w muzyce i zupełnie inne rzeczy dla Jurka albo dla mnie są spoko, to mimo wszystko chyba zawsze odbieramy na tych samych falach.

Uważam też, że Jot to jeden z najlepszych raperów w Polsce, bardzo niedoceniona postać. Tak samo jak ja „Robię rap”, tak samo i Jot nadal „robi rap”, a kto śledzi jego twórczość na bieżąco, wie, że jest cały czas aktywny, nie tylko wokalnie, ale też jako producent. Ta piosenka na bicie pMx’a to klasyczny hołd, rap dla rapu, ale dzięki potężnej linii basowej ma mocne uderzenie.

6. SID MEIER’S TRUBUTE feat. Kidd & Kadet Szewczyk

KOŚCIEY: Inspiracją do napisania tego numeru była książka – „Wspomnienia” Sida Meiera. Dla mnie to była podróż do czasów, kiedy byłem smykiem, który nie mógł się oderwać od komputera i godzinami przesiadywał z kolegami, m.in. przy „Civilization”. Prosta, ale zarazem genialna książka, która uświadomiła mi, ile temu facetowi zawdzięczam, ile dzięki niemu się nauczyłem oraz ile wszelakich zajawek we mnie zakiełkowało dzięki grom, które tworzył.

Kidda znam już od ponad dekady, uważam, że to cholernie inteligentny gość i niebanalny raper, który tak samo jak Mada robi swoje i nie patrzy na to, co dyktuje rynek. Wojtek zawsze mówi, co myśli, i nie kalkuluje. Kadet Szewczyk natomiast to jeden z najświeższych aktualnie głosów na polskiej scenie, mam nadzieję, że to początek naszej wspólnej przygody, gdyż niezmiernie cenie Kadeta i jego sposób patrzenia na świat, dzięki któremu tworzy fantastyczne treści. Pierwsza wersja tego bitu wyszła spod ręki Krisqu071, a Pstyk dołożył trochę swojego sosu. Myślę, że wyszedł nam jeden z ciekawszych numerów, jakie miałem przyjemność kiedykolwiek stworzyć.

7. SKACZ SKACZ feat. MŁODY ŻAK, YOUNG AHONEN

KOŚCIEY: Pierwszy raz usłyszałem MŁODEGO ŻAKA oraz YOUNG AHONENA w produkowanym przez Czarnobrodego numerze „2 Luty”. Ten postmemphisowy przelot kompletnie mnie rozłożył na łopatki, a piosenka „Skacz skacz” to efekt mojej inspiracji ich numerem (nadal kłaniam się nisko, Panowie), natomiast kompletnie spontanicznie wyszło nam w studiu nawiązanie do numeru zespołu Resort-Kce „Skacz jak Adam Małysz”.

„Skacz skacz” – dla jednych genialny numer, dla innych niezrozumiały żart – nie nam to oceniać. Mam nadzieję, że dzięki tej kooperacji ŻAK i AHONEN zaczną tworzyć więcej, bo mają swoją jazdę, którą mocno szanuję. Natomiast jeśli ktokolwiek, kto to czyta, zna kogoś z członków Resortu K-ce – proszę pozdrowić od Zespołu Muzycznego Kościey.

8. POMARAŃCZE

KOŚCIEY: To mój ulubiony kawałek z mikstejpu. Tytuł nawiązuje do popularnej przed laty anegdotki o wujkach przywożących paczki z RFN. Były w nich pomarańcze – symbol „bogactwa” gonionego przez nasz uciemiężony naród kolejną już dekadę. Numer dotyczy tego, jaką drogę musiałem przejść jako jeden ze zwykłych szaraków od miejsca, w którym przez dziesięć godzin dziennie przerzucałem złom w fabryce pociągów, po to mityczne biurko, za którym siedzisz pod kołnierzem.

Choć sytuacja w Polsce jest chora i pokręcona jak kije rozjechane przez samochód ciężarowy to nie należy ukrywać, że jest lepiej, mimo że jest gorzej. Albo może jest gorzej, ale jednak lepiej? Ciągle się czuje syzyfową klątwę na plecach, ciągle chce się więcej, a to sprawia, że czasami się zapomina o tym, że kiedyś wystarczyło jechać 16 godzin PKP do Jastarni i wypić z chłopakami Bosmana na plaży. Warto jednak czasem się zatrzymać i pomyśleć o tych „Pomarańczach”, które były rarytasem.

Do bitu Kr1sa – pierwsza jego wersja brzmiała zupełnie inaczej – miał się dograć Penx, ale niestety nie udało mu się wyrobić czasowo. Nie wszystko jednak jeszcze stracone i być może usłyszymy wersję z tym właśnie gościem. Uważam, że to mocny numer z dobrym refrenem, który potrzebuje teledysku. Pracujemy nad tym.

9. W OKOLICY feat. Okoliczny Element

KOŚCIEY: Jak słucham tego kawałka, to jest tak, jak napisała jedna z moich koleżanek – mamy ciepły, wrocławski wieczór, pod klubem widać ekipę Rób Rzeczy, można spotkać kogoś z Wrooclyn Dodgers, można spotkać Jota albo Roszję, masę ludzi w koszulkach z festiwalu Hip-Hop Kemp, a na ziemi tłucze się szkło od Balsamu Pomorskiego albo lubelskiej Cytrynówki. I wszyscy razem czekamy na występ Okolicznego. Mam niezwykle wielki sentyment do chłopaków z Elementu, ale również cholernie szanuję całą ich historię i ruch, który u szczytu popularności podążał za nimi po całej Polsce.

Niezmiernie się cieszę, że udało mi się z nimi nagrać numer, i to nie byle jaki. Może kiedyś na jednej scenie uda nam się razem zanucić refren do „W okolicy” i zanurkować w tłok. Mam też nadzieję, że nagram jeszcze coś na produkcji Michała, czytać Jig Maggera, bo uważam, że to facet, który powinien mieszkać w Nowym Jorku i robić rzeczy rodem z Queens albo innego Brooklynu.